Artykuły (4)
Janek zdobył drugi biegun
Polarnicy doszli na biegun o 3.47 naszego czasu. Wypili szampana, a potem rozbili namiot i poszli spać.
187 km przeszli w 15 dni w mrozie sięgającym -40 st. Janek ciągnął 30-kilogramowe sanie ze sprzętem, pozostali polarnicy - czterokrotnie cięższe. Żeby zgodnie z planem osiągnąć cel, codzienne wstawali o 6 rano, a o 7.30 ruszali w drogę. Około 19 kończyli marsz i rozbijali obóz.
Ich wyprawa wymagała przygotowania organizmu do trudnych warunków, dlatego zanim wyruszyli na Antarktydę, dużo trenowali. Janek poddał się terapii w komorze kriogenicznej, ćwiczył ciągnięcie sań i wspinaczkę skałkową.
Polarnicy najbardziej obawiali się ograniczających widoczność zamieci, niskich temperatur oraz lodowych szczelin. - Żeby ustrzec się przed wpadnięciem w szczelinę, jesteśmy połączeni ze sobą liną, mamy długie narty - relacjonowali.
Wyprawę zorganizowała fundacja Marka Kamińskiego propagująca polarystykę i ekologię oraz pomagająca dzieciom pokrzywdzonym przez los. Przez dziewięć lat, m.in. z Fundacją ?Nie jesteś sam?, zebrała prawie 800 tys. zł i kupiła protezy dla 65 osób. Pomogła też Jankowi Meli, który nie ma prawego przedramienia i lewego podudzia. Amputowano mu je po tym, jak w lipcu 2002 r. poraził go prąd o napięciu 15 tys. woltów.
Podbój Antarktydy to dziesiąta wyprawa Kamińskiego na tereny podbiegunowe. Podróżnik w 1995 roku jako pierwszy człowiek bez pomocy z zewnątrz zdobył oba krańce Ziemi w jednym roku. Teraz to osiągnięcie powtórzył.
Podróżnicy są jeszcze na Antarktydzie. Do kraju mają wrócić w najbliższy piątek.
Ukraina po wyborach. Sylwester pomarańczowych
Na ten wieczór przyjechał do Kijowa także zwycięzca niedawnej rewolucji róż, prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili z żoną i synem.
- W dniach waszej pomarańczowej rewolucji znów czułem się kijowianinem. Gratuluję wam zwycięstwa, gratuluję wam wspaniałego prezydenta - przywódca Gruzji, absolwent kijowskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych, zwrócił się do tłumu, mówiąc płynnie po ukraińsku. (...)
Odpływ stoczniowców
Roman Gałęzewski, szef ?Solidarności? w Stoczni Gdańskiej, czuje się bezradny. - Oferowane przez zachodnie stocznie warunki są nie do odrzucenia: mieszkanie, kurs języka, 40--60 zł na godzinę, podwyżka po trzech miesiącach, a po roku na koszt pracodawcy można sprowadzić rodzinę i uzyskać pomoc w znalezieniu dla niej pracy. To kilka razy więcej, niż mogą zarobić u nas - mówi związkowiec. - Już ponad połowa naszych ludzi załatwiła sobie wszystkie papiery i czeka na wyjazd.
Zachodnie stocznie poszukują: spawaczy, monterów, konstruktorów, elektryków. Praktycznie każdy wykwalifikowany pracownik z kilkuletnim stażem w zawodzie ma szanse na intratny kontrakt w stoczniach w Irlandii, Anglii, Niemczech czy Skandynawii.
- Jestem załamany. Codziennie na moje biurko trafia kilkanaście podań o zwolnienie. Z zasady odmawiamy, ale co to pomaga? Następnego dnia i tak rzucają pracę - opowiada Bogdan Oleszek, dyrektor administracyjny Stoczni Gdańskiej. - W ostatnich miesiącach odeszło kilkuset najlepiej wykwalifikowanych pracowników. Nie wiem, co zrobimy, jeżeli taka tendencja się utrzyma.
Identyczne kłopoty ma Stocznia Gdynia. - Jestem w stanie zatrudnić każdą liczbę spawaczy. Organizujemy też kursy, ale nowy, niedoświadczony spawacz nie zastąpi fachowca z kilkuletnim stażem. To zupełnie inna jakość i wydajność - mówi prezes Jerzy Lewandowski. (...)
- Cały czas szkolimy nowych, ale co z tego, skoro najlepsi odchodzą - narzeka Jacek Tatarowicz, dyrektor ds. produkcji Stoczni Szczecińskiej Nova. - Cała Europa postawiła teraz na przemysł okrętowy, Niemcy oddają w tym roku 172 statki. To chyba ich rekord. Do roboty wzięli się też Duńczycy, Norwegowie i Finowie. I tak jest taki boom, że w żadnej stoczni nie wciśnie się teraz zamówienia.
Czy kłopoty kadrowe powodują zakłócenia produkcji w polskich stoczniach? O tym dyrektorzy mówią niechętnie. - Pewnie, że jak się ma stałą załogę, to człowiek wie, na co może liczyć. A tak to cały czas wszystko się chwieje - mówi Tatarowicz. - Cóż, pozostaje nam tylko dalej szkolić, bo poziomem zarobków z nimi się nie zrównamy. Może to się w końcu ustabilizuje.
- My proponowaliśmy dyrekcji, aby to opanować. Dogadać się z zachodnimi stoczniami, proponować im krótkie kontrakty, zrobić rotację - mówi Gałęzewski. - Nie chciano z nami rozmawiać. Teraz wymknęło się to już z rąk. Od nas najpierw pojechało dziesięciu. Poprzysyłali adresy, kontakty i za nimi idzie reszta. Teraz żaden pośrednik nie jest im potrzebny.
Spółka Gryfia Servis (wykonawca w Stoczni Gryfia) ściągnęła już pierwszą grupę spawaczy z Ukrainy. W tym tygodniu wejdą na statki. Prezes wysłał na Ukrainę umyślnego, który ma ściągać najlepszych fachowców. Henryk Stasiak kierujący wydziałem kadłubowym w Gryfii przyznaje, że szczeciński rynek jest wypłukany z fachowców: - Nawet dziś mógłbym z powodzeniem przyjąć na wydział 50 ludzi, ale nie ma chętnych.
u Spawacz, monter kadłubów, monter wyposażenia ze sporym stażem zarabiają w polskich stoczniach ok. 12 zł brutto na godzinę. Ich miesięczne wynagrodzenia sięgają 2500-2800 zł. W Niemczech na tych samych stanowiskach można zarobić 12-16 euro za godzinę, w Wielkiej Brytanii 8-10 funtów. W tym roku tylko przez urzędy pracy spawaczy szukali pracodawcy z kilku innych krajów, m.in. Cypru (praca za blisko 1300 euro miesięcznie) i Czech (od 11,5 do 22 tys. koron miesięcznie).
[-]
Wstrząśnięty świat
Tilly Smith ma dziesięć lat. Na wakacje do Tajlandii pojechała razem z rodzicami i siedmioletnią siostrą. 26 grudnia, gdy zabójcze fale tsunami z prędkością odrzutowca pędziły w kierunku wybrzeży Azji, wypoczywała na jednej z plaż na wyspie Phuket.
- Zauważyłam, że coś dziwnego zaczęło dziać się z wodą: szybko się cofała i pojawiły się w niej bąbelki - opowiadała Tilly dziennikarzowi brytyjskiego dziennika ?The Sun?. Pewnie nie zwróciłaby na to uwagi, gdyby nie to, że jej nauczyciel geografii kilkanaście dni wcześniej opowiadał na lekcji o tsunami. Dzięki temu dziewczynka wiedziała, że od momentu cofnięcia się wody do uderzenia morderczych fal mija 10 minut.
Tilly natychmiast wszczęła alarm. Zarządzono ewakuację plaży i pobliskiego hotelu - w sumie wyprowadzono około stu osób. Gdy niedługo potem uderzyło tsunami, wszyscy znajdowali się już w bezpiecznym miejscu. (...)
Liczba zabitych przez mordercze fale w Tajlandii i Sri Lance wzrasta z każdym dniem. Wczoraj przekroczyła 130 tys., rannych może być nawet drugie tyle. Na tym z pewnością się nie skończy. Według ONZ ofiar śmiertelnych może być nawet ponad 150 tys., jednak prawdziwej liczby zabitych nie poznamy nigdy. (...)
Zmodyfikowane okładki (0) » dodaj okładkę
Zdjęcia (0) » dodaj zdjęcie
NAJNOWSZE HISTORIE UŻYTKOWNIKÓW
-
Wybraliśmy najlepszą babcię na świecie !!!
Dzisiejszy numer zostanie poświęcony Pani Stasi- wzorowej babci ! :)
-
" Pociąg Przyjaźni '' styczeń 1981 r
09.01. piątek zbiórka o 17.30 dworzec PKP Opole,wyjazd do Warszawy ...


.jpg)
.jpg)

Komentarze (0)